Radio Sfera UMK

Gramy swoje, po studencku!

Train To Roots – Growing

Podobno nic co związane z koleją, w Polsce kojarzyć się dobrze nie może. Zresztą nawet ta recenzja jest „opóźniona” jak pośpiech na trasie Katowice-Szczecin (premiera płyty miała miejsce 1 kwietnia). A jednak. Oto krążek od ekipy, dzięki której słowo „pociąg” wywoływało będzie u Was muzyczną ekscytację i energetyczne uniesienie.

Train To Roots – bo to o nich mowa – krążkiem „Growing” zabierze Was w podróż, w trakcie której zasmakujecie jamajskiej pulsacji, sardyńskiego żywiołu oraz  wszelkich specjałów, jakie kryje w sobie szeroko pojęta „czarna muzyka”. Dodam tylko, że za produkcję albumu odpowiedzialny jest Manuele “Max Stirner” Fusaroli, człowiek zasłużony na rynku włoskim i nie tylko, który pokazał, że łączenie gatunków opanował znacznie lepiej, niż barman w WARSie mieszanie trunków.

12 stacji, a każda odkrywa przed nami nowe muzyczne destynacje, w których odnajdziemy wspólny mianownik, jakim jest „traintorootsizm” – unikalne i niepodrabialne „coś”, co charakteryzuje brzmienie sardyńskiej ekipy. To „coś” wzbogacone zostało jednak o emocjonalną i artystyczną dojrzałość, wszak to już dekada od powstania grupy.

Na początek „Africans” –intro z wyraźną inspiracją Czarnym Lądem i etnicznymi zaśpiewami. Numer dwa to energiczny„No Gangstar”,wprowadzenie do świata przedmieść i swoisty odzew do mieszkańców, by przestali bawić się w mafię.  „Aprile” to z kolei słodki  rub-a-dub, który przenosi w niedzielne popołudnie do małej knajpki przy plaży, gdzie po prostu spędzacie dobrze czasze znajomymi, ciesząc się z powiewów morskiej bryzy i promieni słońca. Jeśli powstanie do tego kawałka teledysk, to koniecznie musi on być w sepii i stylu retro.

Podobnie jak w przypadku „Le LeggiDell’ospitalita’” (czy ja słyszę puzon ?), słodkie wokale Simone „Bujumannu” Pireddu, Michele „Rootsman I” Mulasa oraz Paolo „Paolinho” Secchi tworzą klimat włoskich klasyków (nie mylić z italo disco), które fascynowały pokolenia naszych rodziców. I do tego ta piękna próba trafienia do sercawybranki… „(..)quelloche serve a me non è un miracolo, è iltuosorrisosi, è unospettacolo..”. Romantyczna przejażdżka kontynuowana jest w „Just Di Love” – utworze, który rozkochuje w sobie natychmiast. Odkrywa również dotąd nieznane oblicze Bujumannu – on potrafi naprawdę cukierkowo śpiewać!

Następujący po tym „odcinku miłości” „Change” to chyba najbardziej radiowy kawałek: lekki i przyjemny. W przeciwieństwie do wskakującej po nim mieszanki dubstepu i ska, ze szczyptą dancehallu, czyli „Hot Situation”. Trafia przez uszy, porusza kończynami i atakuje każdą komórkę naszego ciała. Nic dziwnego, iż jest jednym z singli promujących album (plus za absurdalnie urzekający i totalnie rozbrajający teledysk). Jeśli zastanawialiście się, jak brzmiałby soundtrack włoskiego westernu, to kolejna pozycja – „Nulla da Perdere” jest czymś dla was. Pierwszy singiel – „Ever” ukryty jest pod numerem 9. Połączenie rootsu z lekko syntetycznym brzmieniem, przeplatanie nawijki Bujumannu i Rootsmana i delikatnym śpiewem Paolinho –  wszystkie te kombinacje tworzą kawałek dynamiczny i subtelny zarazem.

Kolejny utwór „Blind date” śmiało wskazać można jako jeden z lepszych, o ile nie najlepszy z płyty. Pole do popisu mają tutaj również pozostali członkowie Pociągu do Korzeni: Giampaolo „Jambo” Bolelli (gitarzysta, który po odejściu Paolinho przejął również rolę trzeciego wokalisty), Stefano „Stiv” Manai(gitara), Antonio „PapanTò” Leardi (klawisze, ), Simone „D-Docta” Bardi (bas) oraz Carlo „Groover” Pippia (perkusja).  „Wake up” ma raczej oszczędne brzmienie, jednak to tylko wzmacnia przekaz: obudźmy się i zróbmy coś, by było lepiej.

Na krążku znalazło się także miejsce dla gości, muzycy Jamaram wzbogacili „Life isBeautiful” w hip hopowe wstawki.Ż ycie jednak tak piękne nie jest, a udana kolaboracja kończy tę podróż.

Train To Roots niewątpliwie oddaje słuchaczowi wypielęgnowany, radosny , energiczny i nowoczesny album. Poszukiwanie i mieszanie stylów sprawiło, że oto trafia do naszych rąk takie zachwycające Pendolino wśród płyt. Niestety… rysą na tym lśniącym wagonie jest niedosyt sardo. Teksty pisane w językach włoskim i angielskim mogą być zrozumiałe dla większej liczby osób, aczkolwiek to wersy Bujumannu w sardo dodawały tego smaczku, który zachwycił mnie kilka lat temu. Jednak taka wada, to dla wielu żadna wada.

Sardyńczycy wyruszyli na podbój światowej sceny reggae i po reakcji europejskiej publiczności wiem jedno, tego pociągu już nic nie zatrzyma. Pozostaje zatem wskakiwać na pokład i życzyć: buon viaggio!
Ola Krajewska

 

Zdjęcie: oficjalny profil zespołu na fb